Najgorzej
jak nie możesz się zebrać. Do pracy, do codziennych obowiązków, do załatwienia niezbędnych spraw, aż w końcu do wyjścia z domu czy zakupów. (No nie, zakupów nie, albo przynajmniej jeszcze tego nie doświadczyłam). Siedzisz wtedy, gapisz się w komputer, oglądasz filmy albo seriale, grasz w gry, słuchasz radia, czytasz książki, czytasz przepisy kulinarne i oglądasz ich efekty na obłędnych zdjęciach, wymyślasz sobie sto innych żyć, planujesz podróże, których nigdy nie zrealizujesz (albo zrealizujesz co siedemnastą) albo po prostu szukasz w sieci rzeczy ładnych. Na pierwszy rzut oka marnujesz czas. Na drugi - no kurde też marnujesz. Ale kto ci to wmówił?
Czasami potrzeba takiego nieważnego nicnierobienia przez trzydzieści minut, a czasem przez cały weekend. Trochę się wstydzisz, a trochę starasz się w ogóle o tym nie myśleć. To jest twój reset. I o ile zdajesz sobie sprawę, że jest różnica w czytaniu książki czy oglądaniu na stronie zary nowej kolekcji, to w zależności od momentu i jedno i drugie jest ci potrzebne. I tu będzie o tym co w bałaganie codziennym uda się ładnego i przydatnego wyłuskać. Co polecić do przeczytania a może na co iść do kina. A jak się trafi jakiś super sklep albo firma, która wie jak sprawić przyjemność za dużo myślącej o życiu trzydziestolatce? To super. To będą moje nieważkie imponderabilia, którymi chętnie się podzielę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz